Losowy artykuł



ja przecież babcię zawsze kochałem. Nauczyciel twierdził, że to nieprawda; między uczniami zdania były podzielone - dopiero wejście następnego profesora sprawę wyjaśniało. Tylko tu i ówdzie sterczy – nie wiadomo jaką siłą wydobyty i zachowany – samotny krzak mezkity z liśćmi barwy skóry, jak gdyby drwił sobie z oczu ludzkich spragnionych zieloności. W następnych wycieczkach przewiozłem jeszcze dwie skrzynie pięknego cukru,parę wo- rów kawy,dwa pudełka rodzynków,beczkę przedniej mąki,drugą r yżu,wreszcie wszystkie suchary i wędliny zapasowe,żagle,sznury i liny,niewielką kotwicę od szalupy,szczotki, sztaby żelaza,moździerz,kilkanaście arkuszy blachy. Po wszystkich morzach błądziły me okręty, ale nie mogłem odnaleźć Twej białej ojczyzny; zbiegłem pół ziemi, ale nie mogłem pochwycić Twego wzroku, co w mojej duszy czarownym kwieciem się rozmaił. – Spisać dekret – rzekł Miller – postawić szubienicę, a jutro rano niech ich powieszą! Są konie? - Zali naprawdę księżniczka Barbara tak mówiła? Łatwo tobie gębą powiedzieć. Może także przeczuwały zagładę, jaka zawisła nad ich głowami, dwa kochające niewieście serca, bo ni Basia, ni Krzysia nie mogły się uspokoić, a gdy wreszcie Wołodyjowski znalazł się w klasztorze przy żonie, ta, zanosząc się i łkając jak małe dziecko, przytuliła się do jego piersi i tak rzekła przerywanym głosem: - Pamiętaj. Bérénice (1670),tłumaczonej już ówcześnie dwukrotnie na język polski (1807 i 1813)i omawianej z przyjaciółmi na pogawędkach literackich,czego trwały ślad pozostał w urywku przekładu Michała Wyszkowskiego. - Pragnąłem. Byłem szampionem, to prawda, ale nie szampionem lekkomyślnych czarnych sztuk, lecz – twardego, pozbawionego sentymentów zdrowego rozsądku i rozumu. Dziecko zmarło tuż po porodzie. Uzbrojeni w długie patyki, pozawijali spodnie wyżej kolan i, brodząc, ostrożnie zbliżali się do głównego prądu. Zauważmy bowiem,że spomiędzy wszystkich zwierząt jeden tylko człowiek do pokarmów swoich sól miesza. To twoja wina, że jej nie mogłem użyć! -Czego chcesz? Wieczór wlókł się wolno znużonym i sennym rytmem chwil,przesuwających się jak nie- mi,bezimienni przechodnie,nikomu nie znani,niepotrzebni,a nigdy już nie przypomniani. Ino raz mi sfelujesz, pójdziesz precz. Nie umiem powiedzieć, Z czego powstała ta jałowa zwada. Zdawało mu się, że umrze pod tym oknem, że w nim, silnym i młodym, coś kona i wydaje ostatnie tchnienie. Po pierwszym Napoleonie znajdzie się jakiś drugi, a gdyby i ten źle skończył, przyjdzie następny, dopóki jeden po drugim nie uporządkują świata. Nieśmiało zapytał, a i sam Maćko wiedział ja, mój Boże, Boże, żeby podała jakąś tekę i podsta. - wołał całując jej ręce - jest moja gosposia!